Dzień dobry
Z racji ciągłej i znacznej przewagi używania przez konsumentów herbaty saszetkowej (fanningsa), z racji szybkości jej przygotowania, mam pytania odnośnie ekspresowego parzenia herbat liściastych.
Oczywistym jest, że czarne i czerwone zalewamy wrzątkiem i z tym nie ma problemu. Pojawia się on jednak w przypadku zielonych i białych.
Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby ktoś, kto się śpieszy i nie ma czajnika pokazującego lub ustalającego temperaturę czekał kilka minut, aż woda (po zagotowaniu) spadnie do np. 80 stopni.
Może pytanie zabrzmi abstrakcyjnie, ale czy jeżeli do filiżanki z liśćmi herbaty zielonej nalejemy wpierw 1/5 zimnej wody a resztę wrzątku to czy woda od razu wymiesza się dając pożądane 80 stopni ? Bo matematycznie daje mi to temperaturę właśnie 80 stopni

Czy tak uzyskana temperatura da pożądany efekt ??
I jak to jest ze słodzeniem. Czy jeżeli od razu po wlaniu wody do filiżanki z liśćmi dodam cukier i wymieszam, to końcowy smak pozostanie taki sam (czy liście oddadzą ten sam smak), gdybym to robił tradycyjną metodą (najpierw parzenie a po wyjęciu liści słodzenie) ?
A co się stanie ze smakiem, gdy podczas picia liście będą nadal w filiżance ? Wiem, że smak to wydzielające się pod wpływem temperatury wody enzymy (chyba). Czyli wychodzi na to, że im dłużej pijemy daną filiżankę, tym woda w niej jest chłodniejsza a zatem tych enzymów powinno się wydostawać coraz mniej ? Smak zatem nie powinien się diametralnie zmieniać, choć pewnie będzie bardziej gorzka ?
Staram się bowiem obalać wszystkie mity i przyzwyczajenia polaków związane z piciem fanningsu a nie prawdziwych liści. Do odważnych świat należy
