Nie wiem czy mowa tu o oficjalnych spotkaniach. Ale spotkała mnie kiedyś ciekawa historia którą pozwolę sobie tu wkleić z bloga prowadzonego na innej stronie o herbacie.
Cytuj:
Witam was;) Chciałbym wam opowiedzieć. O moim dzisiejszym poranku;) Mam koleżankę, która była strasznie zaciekawiona moją pasją. Pytała,jak ktoś w moim wieku może się interesować tak niepopularną i w perspektywie niedojrzałej młodzieży - śmieszną rzeczą, jaką w ich oczach jest herbata? Na szczęście moja przyjaciółka podchodziła do tego inaczej.
Prosiła mnie od dawna bym zaprosił ją na herbatę. Zaproponowałem jej, byśmy spotkali się gdzieś w plenerze. Ja wezmę moje akcesoria i zaparzymy sobie gdzieś dobrą herbatkę i porozmawiamy. Spytała się czy możemy się spotkać w tzw. Parku Chorzowskim, który poprawnie nazywa się WPKiW co w rozwinięciu daje Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku. Jako ciekawostkę podam, iż jest to największy park w Europie;) Nazywany jest również zielonymi płucami śląska, więc miejsce chyba godne picia herbaty...no i się zgodziłem.
Termin? "-No to może pierwszy sierpień?". No i tak zostało. Wstałem rano, spakowałem porcelanę, wodę zagotowałem, spakowałem 6 termosów 1,5 litra. Pełnych wrzątku. Rodzice dużo podróżowali więc mam ich trochę;) Stwierdziłem że usiądziemy sobie gdzieś na trawce, więc jako stołu użyłem stolika, na którym podaje się śniadanie do łóżka, a do tego duży koc.
Ale jakie herbaty ja mam wziąć? Padło na oolonga stworzonego przez mistrza herbaty p. Lao Minga o nazwie "sm1". Do tego wrzuciłem odruchowo Che Tai Nguyen, Nepal Himalaya Shangri La, 2 pu-ehry, Hojicha, Agari i Tsui Yu.
Spotkaliśmy się. Pogadaliśmy chwilkę, po czym rozpakowałem się i rozpocząłem "posiedzenie" słowami "-Zapraszam na herbatkę";) Wyjąłem Oolonga, opowiedziałem co nieco o pochodzeniu tej herbaty, o rytuale gong fu.
Ala(bo tak ma na imię ma koleżanka), smak herbaty skomentowała jako mocny, więc wytłumaczyłem jej że te herbata była poddawana procesowi prażenia co dało taki efekt. Mnie osobiście herbata ta urzekła. Ba! Jak mogła mnie nie urzec skoro smakowała jak genialnej jakości Shui Xian, przypominała idealne Wu-Yi. Po 4/5 parzeniu, ucieszyło mnie gdy Alicja powiedziała, że ma wrażenie jakby przed chwilą piła inną herbatą niż teraz, że teraz czuje jakby ktoś dodał dosłownie kropelkę soku z cytryny. Powiedziałem, że byłaby świetną herbaciarką;)
Kto o 9 rano w poniedziałek przechodzi przez park? Tylko ludzie wracający z niedzielnych imprez...bynajmniej takie było nasze przypuszczenie. Chodzi tam dużo więcej ludzi jak się okazało. Starsi ludzie, młode pary...wszyscy. Dodatkowo w Parku odbywał się coroczny festiwal im. Ryśka Riedla, którego rok temu byłem uczestnikiem, ponieważ jestem większym miłośnikiem muzyki niż herbaty;) W tym roku zjawić się tam nie mogłem. Koszta OFF festiwalu który odbędzie się w ten weekend były większe niż mi się wydawało a ponieważ jestem wielkim fanem muzyki alternatywnej i stałym bywalcem OFF festiwalu, musiałem sobie odpuścić "Ryśka".
Gdy kończyliśmy 14, ostatnie parzenie Oolonga, podszedł do nas zaciekawiony policjant pytając "co bierzemy". Wytłumaczyłem mu co robimy a i tak nie dowierzał. Ale w końcu odpuścił i odszedł pytając po raz ostatni czy na pewno nie jesteśmy z w/w ćpuńskiej imprezy.
Ala powiedziała, że nie wytrzymie i musi skorzystać z toalety. Poszła spokojnym tempem do toalety do której było kawałek. Zostałem sam...bynajmniej na chwilę. Podeszła do mnie około 25 letnia kobieta, która spacerowała sobie po parku, grzecznie pytając co robię. Wytłumaczyłem jej dokładnie co robię, po czym podziękowała i powiedziała, że nie będzie dłużej przeszkadzać i że już pójdzie. Stwierdziłem - "może zarażę ją herbaciarstwem?" i szybko odrzekłem iż nie przeszkadza i zaproponowałem herbatkę. Reakcja nieznajomej ucieszyła mnie bardzo- na jej twarzy zagościł wielki szczery uśmiech. Usiedliśmy, przedstawiliśmy się sobie nawzajem i zapytałem "-Czego się napijesz Malwino?" i wyjąłem zabrane herbaty. Poprosiła bym powiedział jej trochę o tym co jej proponuje.Gdy zapoznałem ją z opisami herbat, wybrała herbatę Pu-Ehr, twierdząc że musi schudnąć. Kulturalnie i szczerze zaprzeczyłem temu, ale skoro wybrała, to się napijemy.
Skoro chcę pozyskać herbaciarza, to herbata musi zasmakować. Tak więc wybrałem starszego pu-ehra, by nie zrazić nowej koleżanki rybnym posmakiem młodszego odpowiednika. W tym momencie wróciła moja towarzyszka Ala, obydwie dziewczyny się zapoznały a ja przystąpiłem do parzenia herbaty. Na szczęście wziąłem 2 dodatkowe filiżanki na wypadek...wypadku;)
Nagrzałem imbryk wrzątkiem, a lekko ochłodzoną tym zadaniem wodę, wlałem z powrotem do termosu z myślą o herbacie zielonej którą jeszcze mam. Gdy byliśmy w trakcie picia 2 parzenia, podeszło do nas dwoje starszych ludzi, również zaciekawionych tym, co robimy. Tak więc opowiedziałem, co robimy, ale mili państwo nas opuścili. Ale zaraz po nich podeszło do nas małżeństwo w wieku około 45-50 lat...pytając co robimy. Zmęczony odpowiadaniem rzuciłem tylko "pijemy herbatę, ale taką prawdziwą", na co mężczyzna mi odrzekł "a jaką?". Odpowiedziałem, że czerwoną której proces produkcji przebiega tak, jakby herbata ta leżakowała xx lat. Okazało się, że owy pan interesował się i pił kiedyś herbaty, ale praca uniemożliwiła mu kontynuowanie tego. Państwo dosiedli się i rozmawialiśmy sobie o herbatach, jednocześnie pijąc, ponieważ dałem małżeństwu pozostałą filiżankę. Skończyliśmy na 5 parzeniach herbaty.
Spytałem się czy ktoś ma ochotę na coś innego. Teraz herbatę wybrała żona mężczyzny - Agari - bo ładnie pachniała i nie wyglądała jak herbata. Gdy zapełniałem wyczyszczony imbryk w/w herbatą, w moim towarzystwie zapanowała cisza i dzięki temu usłyszałem głosy dobiegająca zza moich pleców. Odwróciłem się i zobaczyłem 2 kobiety oraz mężczyznę w wieku około 30-40 lat. Spytałem się, Alicji która siedziała naprzeciwko mnie jak długo tam stoją. "5-10 minut, patrzą co robimy". Wstałem, odwróciłem się i zapytałem "może państwo się przyłączą?" Usłyszałem tylko "jeśli można popatrzeć to będziemy wdzięczni". I tak oto przy jednym małym stoliczku z porcelaną siedziało 8 ludzi. Przeprosiłem nowych widzów, za to iż nie mam wystarczającej ilości filiżanek by każdy miał swoją, ale z chęcią odstąpię im swoją. Zaparzyłem krótko Agari, wyjąłem zaparzacz i wymieszałem zawartość łyżeczką by napar się wyrównał jako tako w imbryku. Niestety nie byłem przygotowany na to że będę miał towarzyszy. Mojej pierwszej towarzyszce Malwinie herbata zasmakowała najbardziej.. Powiedziała, że nie tak sobie wyobrażała smak zielonej herbaty. Reszcie smakowała po prostu;) Wypili wszystko co zaparzyłem.
Najnowsi towarzysze, mianowicie mężczyzna, powiedział, że inaczej sobie to wyobrażał, że bardziej ceremonialnie. Wytłumaczyłem, że nie sposób zrobić japońską ceremonie parzenia teraz, ale że mogę pokazać ciekawy sposób zaparzania herbaty stylem gong fu cha. Powiedział, że z chęcią poogląda.
Gaiwan, wrzątek i Tsui Yu. Wzięliśmy ostatni termos wrzątku i przystąpiłem do parzenia...
Podczas całego tego posiedzenia jak to Alicja nazywała, opowiadałem o...wszystkim co z herbatą związane a co wiem, odpowiadałem na masę pytań które zadawali. Herbata smakowała wszystkim. Podziękowałem wszystkim za to, że podeszli, że słuchali, że docenili. Spytałem oficjalnie wszystkich, "kto z was po dzisiejszym dniu, pójdzie do herbaciarni i kupi sobie jakąś prawdziwą herbatę?" Ręce podniosła Malwina, oraz dziewczyna i chłopak których zapraszałem. Trzy osoby na siedem...nieźle stwierdziłem;) Wszyscy mi podziękowali za gościnę. Malwina spytała się, jak często można mnie tu spotkać, odpowiedziałem że to pierwszy raz, ale po tym co się stało, może jeszcze tu wpadnę kiedyś. Pożegnałem towarzyszy i posiedziałem jeszcze trochę z Alą...nie dyskutując o herbacie;)
Może zróbcie coś takiego u siebie?:) Już nigdy się tam nie pokazałem. Ale minęło dopiero kilka miesięcy;)