Długo się ociągałem, ale udało mi się w końcu zaparzyć Huang Xiao. Woda 80 stopni, 2,5 minuty, duża łyżka stołowa na jakieś 350 ml (nie wiem ile to mogło być gramów). Muszę przyznać że bardziej zbliżona była do oolonga niż do zielonej i chyba tak miało być. Bardzo delikatna w smaku, wyglądała na dość mocno sfermentowaną, wizualnie troche podobna do Shui Xien, ale drobniejsza (tylko wizualnie

). W smaku bardzo delikatna, wyczuwam lekki aromat cynamonu, już po otwarciu opakowania. Słodkawy, że tak powiem "finish". Kolor raczej nijaki, słomkowy ale lekko turkusowy pod światło. Bardzo przyjemna, chociaż nie sądzę żebym wracał do niej zbyt często po zużyciu tego opakowania (inne priorytety

), ale pewnie spróbuję innych żółtych, w pierwszej kolejności Huo Shan Huang Ya, ponieważ mają ją w mojej miejscowej herbaciarni, więc nie zaszkodzi zamówić dzbanuszek. Nie mam na razie porównania z innymi żółtymi...
Jeżeli ma ktoś jakieś porady na temat innych sposobów parzenia, będę wdzięczny za info...
Spróbuję pójść za radą Liu Mulan. Pozdrawiam. Fajny blog poza tym

.