Pisząc "czarne", miałem na myśli nomenklaturę europejską, a nie chińską. I pijam w zasadzie wszystkie poza darjeelingami, które nigdy do gustu mi nie przypadły. Szczególnie cenię herbaty nepalskie, cejlońskie, a także z Yunnanu i z Fujijanu. Nie pogardzę też keemunami, ale je piję rzadziej, jako że to niestety jeden z nielicznych przypadków, w których bezwzględnie występuje zależność: im wyższa cena, tym wyższa jakość. Ostatnio skusiłem się w herbaciarni na japońską i byłem dość mile zaskoczony jej jakością i nietypowym smakiem. Mimo że bardzo lubię senchę, to trochę mi szkoda, że Japończycy nie poświęcą kilku hektarów upraw na herbaty czarne, bo dobrze im by to wychodziło.
I ubolewam trochę nad tym, że wielu "prawdziwych" herbaciarzy uznaje czarne herbaty za coś troszeczkę pośledniejszego, obawiam się, że winę za to ponoszą koncerny spożywcze i produkowane przez nich herbaty torebkowe - przez to każdemu z nas herbata czarna już zawsze będzie się kojarzyć z tą ekspresową, którą nasze babcie i ciocie częstują nas na urodzinach. I uraz ten pozostaje nawet wtedy, gdy spróbuje się już naparu przyzwoitego gatunku.
Pu'erhy pijałem okazjonalnie aż do momentu, w którym znajoma rodziny przywiozła z Chin niewielką ilość prawdziwego, bodajże 7-letniego pu'erha i po jego spróbowaniu żadne z dostępnych w Polsce ciastek mi już do gustu nie przypadło. Biorąc to obecnie pod uwagę, trochę żałuję, że wtedy się skusiłem

I chciałem Wam bardzo podziękować za ciepłe przyjęcie
